Pozostawiona wiertnica
Mój wujek parę dni temu wpakował się w nie lada tarapaty. Wujek był mianowicie stróżem nocnym na pewnej wielkiej budowie w naszym mieście. Jak to stróż, nocą musiał przemieszczać się po całej budowie, żeby sprawdzać, czy też nie ma tam żadnych nieproszonych gości. Wujek spacerując w ten sposób nagle dostrzegł coś pośród kawałków materiałów budowlanych. Tym czymś była wiertnica. Najwyraźniej któryś z pracowników zapomniał jej zabrać. Wujek tak stał i patrzył na ową wiertnicę, tak nam to przynajmniej opowiadał, i zastanawiał się. Był piątek w nocy, a to oznaczało, że pracownicy nie mieli wrócić na budowę aż do poniedziałku. W międzyczasie przecież dużo rzeczy mogło się stać... Wujek pomyślał sobie, że taka Wiertnica to całkiem dobra rzecz, i że mogłaby mu się do czegoś kiedyś przydać. Bez namysłu spakował więc urządzenie i zaniósł do swojego auta. Jednak chyba całkiem wyleciało mu z głowy, że w pewnych miejscach na budowie znajdowały się kamery i akurat właśnie jedna z nich zarejestrowała to, co wujek zrobił. Gdy zauważono, że zaginęła wiertnica, przejrzano nagrania z kamer no i wujek się doigrał. Natychmiast zwolniono go dyscyplinarnie z pracy, a do tego jeszcze musiał zapłacić karę grzywny, bo wszystko zgłoszono na policję.
